Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manga. Pokaż wszystkie posty

27 września 2011

Nowa ankieta JPF

Po blisko 3 latach (jak nie więcej) od pierwotnej zapowiedzi wydawnictwo JPF wydało wreszcie "Uzumaki" - świetny, rasowy horror autorstwa Junji Ito. Pierwotnie miał się on ukazać w cyklu zwanym deluxe, w którym uprzednio ukazały się "Ghost in the shell" (1, 2 i 1,5), "Legends of Lemnear" i "Plastic Little". Następnie ślad po nim zaginął. Przez lata spekulowano, proszono i grożono, ale wydawnictwo już do niego nie wróciło. Aż do ankiety kilka lat temu z w której wynikało, że czytelnicy najbardziej chcieliby zobaczyć właśnie "Uzumaki". Gdy jednak wreszcie doczekalismy się na ten tytuł próżno na nim było szukać nazwy/loga deluxe. Zamiast niego zagadkowe JPF mega manga. Jak się okazało to nazwa nowego cyklu wydawnictwa, który w sumie opiera się na podobnych założeniach co deluksy. Będzie zawierał ładne, duże i grube wydania japońskich komiksów. W założeniu krótszych (1-5 tomów w oryginale), mniej znanych (u nas) i przeznaczonych dla starszego czytelnika. W ten weekend wydawca stopniowo informował na swoim profilu na Facebooku jakie propozycje rozważa w ramach Mega Mangi.

Są to kolejno:

Gin no sankaku (Moto Hagio) - (1 tom, 320 stron) Zbiór opowiadań S-F związany z motywem czasu i przeznaczenia. Manga została odznaczona Seiun Award. Artystka zaliczana jest do Grupy Roku 24-tego, która zmieniła oblicze shōjo-mangi w latach '70. ubiegłego wieku.

Na Moto Hagio trafiłem przypadkiem. Zagraniczni blogerzy niezmiernie podniecali się zbiorem jej opowiadań "A drunken dream and other stories" to i ja się skusiłem. Wydanie od Fantagraphics było przepiękne, a mnie tak się spodobała zawartość, że z miejsca zamówiłęm też starsze "A,A'" i "They were eleven". Okazały się równie dobre. Wydaje mi się, że nie bez powodu pani Hagio nazywana jest żeńskim odpowiednikiem Tezuki. Jej opowieści science-fiction są świetne. Oscylują (te które czytałem) wokół tematyki seksualności, płci i ogólnie poruszają tematy bardziej kobiece (emocje i relacje pomiędzy boahterami), ale dalej pozostają hardkorowym sci-fi. Było to dla mnie zupełne novum. Bardzo chętnie zobaczyłbym ten zbiór wydany u nas, chociaż odrobinę ciekawsza wydaje mi się seria "Marginal".

Alive (Tsutomu Takahashi) - (1 tom, 264 strony) Opowiada o mężczyźnie skazanym na karę śmierci za wielokrotne morderstwo, któremu zaoferowano możliwość uniknięcia kary poprzez wzięcie udziału w niecodziennym eksperymencie.

Tę pozycję samemu polecałem w ankiecie w której wygrało "Uzumaki". Nie wiem czy nawet opis nie jest żywcem zerżnięty z mojego postu na forum. Ciekawa manga. Kiedyś podobała mi się znacznie bardziej niż teraz. Chociaż z chęcią ją przeczytam po polsku wydaje mi się, że w zestawieniu są lepsze pozycje. Zz pozycji Takahashiego wolałbym "Jiraishin" (19-tomowa opowieść o bezwzględnym policjancie) albo "Blue Heaven" (3 tomy opowiadające o porwaniu luksusowego statku).

Poe no ichizoku (Moto Hagio) - (2 tomy po 450 stron) Klan Poe (lub rodzina Poe) to klan wampirów. Starają się ukryć swoją tożsamość i żyć nieuchwytnie. Pewnego dnia, Edgar, w wieku czternastu lat wstępuje do klanu i decyduje się na wieczne życie. Mimo racjonalnego podejścia, sprawia, że jego młodsza siostra Merrybell dołacza do klanu Poe, ponieważ nie mógłby bez niej żyć. Edgar i Merrybell są cały czas młodzi (mają wciąż około 14 lat) więc nie mogą przebywać w jednym miejscu za długo. Nie starzeją i sąsiedzi pomyślą, że to dziwne. Podróżują do różncych miejsc (w Europie), ukrywając swoją tożsamość. Klasyka w najlepszym wydaniu!

To chyba bardziej typowa manga dla dziewcząt. Romans. Modne ostatnio wampiry. Niby to dość typowa opowiastka, ale autorka z tego co widziałem w klasycznym shoujo (manga dla dziewcząt) radzi sobie równie dobrze co w science fiction. Bardzo chętnie zapoznałbym się z tą pozycją. Wielka szkoda, że sporo mangowców kieruje się uprzedzeniami do starszych pozycji ze względu na archaiczny (co w ich mniemaniu oznacza, że gorszy) i typowy dla shoujo styl rysunku czy przynależność do tego gatunku. Niby też jestem fanem męskich komiksów dla męskich mężczyzn, ale odkąd wyszedłem z mangowego getta nie zamykam się na inne gatunki, style rysunku itp. Szkoda, że inni jeszcze nie dotarli do tego stopnia ewolucji w swoim hobby.

Gyo (Junji Ito) - (1 tom, 400 stron) Tadashi i jego dziewczyna Kaori spędzają wakacje nad morzem. Jednak ich odpoczynek nie trwa długo, Kaori skarży się na dziwny, obrzydliwy odór, który unosi się w powietrzu. Po chwili zostają zaatakowani przez dziwne stworzenie – rybę, która wyszła na ląd za pomocą czterech metalowych odnóży. Dziwna istota zostaje schwytana przez Tadashiego, który zabiera ją do domu, ponieważ myśli, że odkrył nowy gatunek. Okazuje się, że na tym nie koniec – z morza zaczynają wyłaniać się coraz większe i bardziej niebezpieczne morskie stworzenia, którym towarzyszy obrzydliwy odór zgnilizny.

Z szaleństwem Juji Ito mieliśmy już do czynienia przy okazji "Uzumaki". "Gyo" jest jego drugą najbardziej znaną produkcją po w/w. Jeśli komuś podobała się ta pozycja to i szalona opowieść o rybach wychodzących na ląd przypadnie mu do gustu. Mnie przekonał rekin goniący ludzi po lądzie i przebijający się przez drzwi. Jestem jak najbardziej na tak.

70 oku no hari (Nobuki Tadano) - (2 tomy po 400 stron) Biegająca ze słuchawkami na uszach, próbująca odciąć się od otaczającego świata, stroniąca od rówieśników – Hikaru. W jej ciele przebywa obca forma życia zwana Ciel - łowca, międzygalaktyczny morderca, którego zadaniem jest unicestwienie ludzkości. Dwie osoby dzielące to samo serce w wyścigu o życie i ochronę tego co dla każdego z nich najcenniejsze.

Czytałem/mam pierwszy tomik po angielsku. Miałem kupić kolejne, ale jakoś zawsze spadają na dalsze miejsca listy zakupów. Niby fajna pozycja, ale rewelacji nie ma. To chyba zresztą pierwsza manga od wydawnictwa Vertical (wydającego m.in. Tezukę i ogólnie mangi dla dorosłych) dla szerszego grona czytelników. Nie sądzę, żeby JPF mógł konkurować z amerykańskim wydawcą jakością (a i cena nie powinna być wiele niższa). Skoro Ci, którzy chcą ją przeczytać mogą to zrobić bez większego problemu, raczej nie wskazane jest, żeby ta pozycja się ukazała. Nie wspominając już o tym, że w Mega Mandze mają się ukazywać tytuły dla starszych czytelników.

To Terra (Keiko Takemiya) - (2 tomy, po 500 stron) Akcja komiksu rozgrywa się w odległej przyszłości, gdzie środowisko ziemskie uległo dewastacji. Aby uratować umierającą planetę ludzie opuszczają Terrę (Ziemię) i za pomocą superkomputera o nazwie "Matka" tworzą nowy rząd mający przywrócić planetę i ludzi do zdrowia. Najbardziej uderzającą cechą przedstawionej epoki zwanej Superior Domination (S.D.) jest oddzielenie dzieci od dorosłych. Dzieci rodzą się w laboratoriach i wychowywane są przez rodziców zastępczych na odległej planecie Ataraxia. Wychowuje się je od małego, aby stały się przykładnymi obywatelami. Gdy osiągają 14 lat "Matka" przeprowadza na nich wyczerpujące testy psychologiczne, zwane egzaminem dojrzałości. Ci, którzy zdają, przechodzą segregację według inteligencji, a następnie wysyłani są na dalsze kształcenie w różne zakątki galaktyki. Tych, którzy nie przeszli testu usuwa się z życia społecznego.

Kolejne shoujo/science-fiction. Momentami koncepty wykorzystane w mandze trącą myszką i tutaj rzeczywiście można mówić o starszym stylu rysunku charakterystycznym dla lat 70-tych ubiegłego wieku, ale nie jest to wg mnie wadą. Bardzo fajnie byłoby dostać to po polsku. Jest niby wydanie amerykańskie, ale chyba jeszcze sprzed czasów gdy w Vertical zaczął pracować Ed Chavez, który nieustannie ciągnie to wydawnictwo do góry, więc śmiem wątpić w jego jakość.

Domu (Katsuhiro Otomo) - (1 tom, 240 stron) "Domu" to przerażająca opowieść o postrzeganiu pozazmysłowym, kontroli umysłu i starciach parapsychicznych, przedstawiona przez niezwykle utalentowanego rysownika – Katsuhiro Otomo, twórcę kultowego "Akiry". "Domu" to mroczy thriller o oszalałym starcu, który przejmuje kontrolę nad kompleksem apartamentów i zniewala jego mieszkańców przy pomocy zdolności parapsychicznych. Nikt nie wydaje się być w stanie rozwiązać tego problemu – aż do momentu zjawienia się dziewczynki, która postanawia zmierzyć się z oprawcą używając swoich równie destrukcyjnych mocy.

Od lat komiksiarze dla których często jedynym łącznikiem z mangą jest "Akira" (również autorstwa Katsuhiro Otomo) domagają się wydania tego tytułu. Nie bez powodu. To świetna opowieść.

Na facebooku JPFu są przykładowe strony i okładki w/w tytułów. Można je obejrzeć nawet nie posiadając konta (link był gdzieś wyżej).

Wczoraj na stronie wydawcy pojawiła się ankieta. Zagłosowało już ponad 2000 osób. Prowadzi Domu przed Alive, a najmniejsze szanse na wydanie mają tytuły najbardziej mnie interesujące. Są to oba komiksy autorstwa Moto Hagio i To Terra. Oprócz nich z radością przygarnę egzemplarz Gyo i Domu. Wyniki ankiety pokazują, że Polacy "lubią te piosenki, które już kiedyś słyszeli". "Alive", "Gyo" i "Domu" od lat dostępne są bowiem w nielegalnych skanach, a "7 billion needles" (angielski tytuł "70 oku no hari") ma najbardziej współczesny styl rysunku (chociaż szczerze mówiąc dziwi mnie tak wysokie miejsce tego tytułu).

Oczywiście wyniki ankiety o niczym nie przesądzają, ale pewnie pozostaje jedynie mieć nadzieje, że amerykanie z Fantagraphics po "Heart of Thomas" zapowiedzianym na wiosnę 2012 roku zajmą się kolejnymi tytułami Moto Hagio i ew. sprowadzenie "To Terra" w starym wydaniu (z paskudnymi okładkami).

11 lipca 2011

Ciekawa promocja w multiversum

Jak zapewne wiecie w USA upadło wydawnictwo Tokyopop zajmujące się wydawaniem komiksu japońskiego (mangi) i oryginalnych komiksów autorstwa amerykanów inspirowanych mangami. W kilku miejscach można kupić ich wydawnictwa w bardzo atrakcyjnych cenach.

Przy sprowadzaniu z USA problemem może być przesyłka (chociaż może i tak warto sprawdzić przykładowo rightstuf.com). Ja skorzystałem z usług polskiego Multiversum w którym tytuły TP są objęte 65% obniżką (większość można kupić za ok. 10 zł). Wydawca miał w swojej ofercie sporo ciekawych tytułów. M.in. Initial D, Get Backers, Samurai Deeper Kyo czy najlepszy komiks świata wg Oscara Wilde (naprawdę!) - Beck: Mongolian Chop Squad.

Oczywiście należy się liczyć z lukami w kolekcji i tym, że serie mogą być niedokończone. Musicie sobie sami posprawdzać w którym miejscu zatrzymał się wydawca itp. Resztę kolekcji pewnie można uzupełnić na e-bayu albo w innym wydaniu (ale najprawdopodobniej nie po angielsku).

Przy zamówieniu można też skorzystać z 25% promocji na polskie komiksy (w tym mang od Hanami) i kilku obniżek na komiksy innych amerykańskich wydawnictw (nie zawsze są to ceny okazyjne w porównaniu ze sklepami zza granicy, ale też można trafić na coś fajnego).

Jeśli chodzi o jakość obsługi w sklepie to chociaż spotkałem się z kilkoma nieprzychylnymi opiniami akurat ja z nim żadnych problemów nie miałem.

MULTIVERSUM

3 marca 2011

One night in Paris, one day in Angoulême - relacja z bardzo krótkiego komiksowego wypadu do Francji

Na pomysł odwiedzenia Międzynarodowego Festiwalu Komiksu w Angoulême wpadłem gdzieś pod koniec listopada. Niestety już wtedy, na 2 miesiące przed imprezą, hotele były w większości pozajmowane. Dojazdy pociągiem z pobliskiego Cognac czy Saintes raczej mijały się z celem (i były dość drogie), więc na jakiś czas zapomniałem o tym pomyśle. Pod koniec grudnia znalazłem bardzo tanie bilety lotnicze do Paryża-Beauvais i promocję na TGV Paryż-Angoulême połączoną z jednodniową wejściówką na festiwal. Po szybkich obliczeniach wyszło mi, że transport+wejściówka wychodzi taniej (i szybciej) niż moja ostatnia eskapada na egzamin z japońskiego do Warszawy, więc znalazłem sobie hostel niedaleko stacji Montparnasse i w przeciągu kilkudziesięciu minut wszystko zarezerwowałem. Internet to czasami wspaniałe narzędzie. Chcę też zaznaczyć, że do tej pory Francja i tamtejszy rynek komiksu był mi prawie zupełnie nieznany (poza wiedzą, że jest jednym z trzech największych na świecie). Jeśli ktoś z Was zna go lepiej pewnie trafi w poniższym tekście na wiele rzeczy dla niego oczywistych.

Niestety loty były tak ułożone, że z 3 dni zrobił się w praktyce jeden z kawałkiem, więc Paryża nie obejrzałem (co miałem w planie), ale przecież nie to było głównym celem eskapady. Przyleciałem do Paryża 27 stycznia wieczorem. Zdążyłem jedynie wybrać się na Wieżę Eiffela, która była 3 przystanki metra ode mnie, zmarznąć straszliwie i zrobić kilka zdjęć panoramy miasta (kilka nawet wyszło, link do galerii na końcu). Następny dzień - pobudka o 7 rano (inni lokatorzy mojego pokoju w hostelu musieli się bardzo ucieszyć z dźwięku budzika, ale w nocy chrapali, więc sami się prosili) i spacerek na dworzec. Na stacji śniadanie połączyłem ze zwiedzaniem kiosku i zgodnie z zasłyszanymi opowieściami regał komiksowy był większy niż u nas w niejednej księgarni. To oczywiście drobiazg w porównaniu z tym co zobaczyłem później. Ok. 450 km do Angoulême pokonałem w niecałe 2,5 godziny (ciśnie się na usta porównanie z PKP). To stosunkowo niewielkie miasteczko umiejscowione w dużej części na wzgórzu (stara część) na które ruszyłem niezwłocznie po przybyciu w celu rejestracji (wymiana biletu na opaskę, która służyła jako bilet wstępu na większość atrakcji - tak jak na festiwalach muzycznych). Jako, że nawigacja była lekko utrudniona (wąskie uliczki, mało charakterystycznych punktów i jakiegoś ryneczku - ach te krakowskie przyzwyczajenia) zeszło mi chwilkę, żeby znaleźć punkt rejestracyjny. Wszystkie atrakcje były rozrzucone po miasteczku. Odległości nie były duże, ale kursowały specjalne autobusy, które ułatwiały przemieszczanie się. Na co większych placach porozkładano namioty, które zajmowały najczęściej stoiska wydawców. W innych budynkach odbywały się wystawy, koncerty, wykłady, wywiady i dyskusje. Zdecydowanie najwięcej czasu spędziłem przeczesując stoiska wydawców gdzie poza sprzedażą komiksów odbywały się też sesje autografów i inne pomniejsze eventy. Wydaje mi się, że udało mi się znaleźć i odwiedzić wszystkie ważniejsze miejsca.

Rozpocząłem od namiotu w którym rozlokowali się najwięksi francuscy wydawcy - m.in. Casterman, Delcourt, Dargaud, Dupuis i znajdowała się niewielka przestrzeń gdzie rozlokowane były wydawnictwa nakierowane na komiks azjatycki. Warto tutaj wspomnieć, że co więksi wydawcy we Francji nie są wyspecjalizowani. Np. taki Delcourt ma w swojej ofercie liczne mangi, komiksy amerykańskie (chociażby "Walking Dead"), komiksy z innych części Europy i oczywiście dzieła Francuzów. Stąd mniejsze wydawnictwa "mangowe" wydają głównie lokalne komiksy inspirowane mangą, komiksy z innych krajów Dalekiego Wschodu i bardziej niszowe pozycje z Japonii (widziałem prawie wszystkie komiksy Suehiro Maruo i świeżutkie wydanie Shintaro Kago, którzy powinni być doskonale znani czytelnikom evil.manga.pl). Nie będąc świadom tego faktu rozpocząłem zwiedzanie od "mangowego" zakątka. Najbardziej interesujące wydały mi się stoiska wydawnictw IMHO i Le Lezard Noir - wydawców wspomnianych wcześniej autorów oraz innych niszowych pozycji, w tym antologii komiksów z pisma AX (zajmującego się japońskim undergroundem), której pierwszy tom wydało niedawno po angielsku Top Shelf. Drugi ma ukazać się jesienią tego roku. Po pobieżnym przeglądnięciu okazało się, że jedyna różnica to ładniejsza okładka francuskiego wydania. Sporą część "mangowego" kącika zajmowała wystawa prac autorów publikowanych w AX. Mnie najbardziej zauroczyły prace Akino Kondoh i Fuji vol.2 (część wystawy w galerii). Drugą obejrzaną wystawą tego dnia była ekspozycja nt. komiksów z Hong Kongu. Ciekawiła mnie głównie ze względu na fascynacje tamtejszym kinem akcji (filmy wu xia). Będę musiał kiedyś dokładniej przeczesać tamtejszy rynek bo widziałem sporo fajnych rzeczy. Przeleciałem ją (dosłownie) na zakończenie dnia pstrykając jedynie kilka zdjęć. Pomiędzy jedną, a drugą wystawą czas spędzałem głównie penetrując stoiska poszczególnych wydawców, co rusz gubiąc szczękę w okolicach podłogi i wybałuszając oczy. Ciężko się nie zdziwić gdy np. pozycje autorstwa Tsukasy Hōjō (który odwiedził Francję w zeszłym roku z okazji Japan Expo), autora głównie lekkich komedii sensacyjnych takich jak "City Hunter", "Angel Heart", "Cat's Eye" i obyczajowego "Family Compo", zajmują cały regał. Wydano chyba wszelkie ważniejsze pozycje i artbook Naoki Urasawy ("Pluto" w Polsce już niedługo! Do sklepów marsz!). Widziałem też "Best of Golgo 13" w ogromniastym wydaniu, wydanie deluxe "Battle Angel Alita" chyba w formacie B5 (tak na oko o powierzchni ponad 2 naszych tomików), sporo mang Taniguchiego wydanych tak jak u nas "Ikar" (+obwoluta) i milion czysto rozrywkowych pozycji po kilkadziesiąt tomów, na które u nas nie ma szans (choćby komiksy wspomnianego Tsukasy Hōjō albo "Grappler Baki" czy "Ashita no Joe"). Mnie akurat najbardziej interesowała manga, ale widziałem też np. wydanie "Little Nemo" wielkości drzwi do domku dla krasnoludków (tak na oko 60-70 cm wysokości, wydawało się większe od "Wednesday Comics" z DC) oraz masę mniej lub bardziej wymyślnych wydań komiksów francuskich. Wydania zbiorcze, specjalne, normalne, nienormalne. W namiocie kolekcjonerów gdzie sprzedawano starsze wydania specjalne, szkice, oryginalne plansze, druki, plakaty i inne ciekawostki można było zwariować od nadmiaru atrakcji. Zwłaszcza jeśli ktoś lubuje się w takich rarytasach. Niestety większość była horrendalnie droga (a plakaty - np. taki Blacksad - nie zmieściłyby mi się do walizki, zresztą i tak nie mam już miejsca na ścianach). W każdym razie jeśli bylibyście chętni na oryginalnego Manarę to za jedyne 6000€ można było tam stać się jego posiadaczem.

Niby człowiek słyszy, że pod względem komiksów jesteśmy 100 lat za Murzynami (patrząc na francuskie ulice to dość dosłownie), ale po prostu to trzeba zobaczyć na własne oczy, żeby zdać sobie sprawę jaka przepaść dzieli nasz rynek od tamtejszego. Dobrze się złożyło, że nie znam języka bo kupiłbym tyle komiksów, że RyanAir by mnie na pewno nie wpuścił na pokład. Zakupy ograniczyłem do zaledwie kilku pozycji. Najważniejszą i najfajniejszą jest zdecydowanie artbook Moebiusa "Transe Forme" wydany przy okazji wystawy jego prac w Paryżu, którą chciałem odwiedzić, ale niestety nie zdążyłem ze względu na rozkład lotów. Książka jest przepiękna. Niestety obecnie trzeba za nią sporo przepłacić na ebay'u. Widziałem też kopie za cenę okładkową - trzeba szukać. Możliwe, że można ją dostać wysyłkowo w innych miejscach. Na Amazonie nie było. Oprócz tego bardzo ciekawy album na temat japońskiej erotyki na przestrzeni dziejów (ten) i kilka francuskich komiksów. Z początku chciałem kupić znacznie więcej (m.in. cykl "Mroczne Miasta" Schuitena i Peetersa, którego wyd. Manzoku już chyba u nas nie dokończy), ale i tak nie poczytałbym, więc zrezygnowałem. W każdym razie jak już opanuję w przyzwoitym stopniu japoński pomyślę nad francuskim. Bo nieznajomość języka była moim głównym problemem w trakcie wyjazdu. O kilku eventach dowiedziałem się zbyt późno, kilku rzeczy nie znalazłem, a jak stwierdzałem, że nie mówię po francusku ludzie na mnie patrzyli jak na kosmitę. Jak na festiwal mieniący się międzynarodowym brakowało mi odrobiny informacji w języku Szekspira (przynajmniej informator). Natomiast najbardziej urzekła mnie wszechobecność komiksu czy bardziej jego powszechność. To nie tak jak u nas tylko śmieszne hobby, fanaberia niewielkiej grupki fanów - najczęściej mężczyzn w wieku 20-40. W kolejce po autograf do Seana Philipsa stała za mną przepiękna dziewczyna na oko 20-25 lat, przy Charliem Adlardzie uprzedziło mnie starsze małżeństwo (na oko 50+) i wszędzie kręciły się dzieciaki (nawet całe wycieczki szkolne). Nie jeżdżę na polskie konwenty, ale wydaje mi się, że takie obrazki byłby raczej wyjątkiem niż normą. W samym Angoulême też czuć komiks praktycznie wszędzie. Na kamienicach i blokach można podziwiać murale nawiązujące do popularnych serii. Po mieście jeździł autobus z motywem z Corto Maltese (chociaż mógł to być specjalny - festiwalowy). Tam też znajduje się muzeum komiksu (na które nie starczyło mi czasu) i po całym mieście snuli się miłośnicy komiksu. Trochę przypominało mi to klimat pierwszych Openerów, które bardziej lubię niż festiwale krakowskie właśnie ze względu na to, że Gdynia to stosunkowo niewielkie miasto i wszędzie można spotkać ludzi, którzy przyjechali tam w tym samym celu. Pod tym względem Francja wypada dużo lepiej niż USA, gdzie komiks zszedł do podziemia i jest dostępny prawie wyłącznie w specjalistycznych sklepach do których "normalni" ludzie boją się wchodzić. Będąc tam swego czasu chciałem się obkupić, ale pech chciał, że w mojej okolicy nie było żadnego sklepu komiksowego (a pobliskie księgarnie miały samo badziewie) i wróciłem z pustymi rękoma. We Francji raczej to nikomu nie grozi. Naprawdę fajnie się czekało na pociąg gdy wszyscy naokoło byli zaczytani w komiksach.

W Angoulême spędziłem 9 godzin, które bardzo intensywnie zagospodarowałem. Wydaje mi się, że na pierwszy raz wystarczy. Idealnie starczyło mi czasu na zobaczenie prawie wszystkiego co chciałem, wywalczenie kilku podpisów/rysunków (którymi chwaliłem się już na twitterze) i drobne zakupy. Kilka fajnych wydarzeń mnie ominęło (m.in. koncert Ryoko Ikedy), ale myślę, że bez znajomości języka po 2-3 dniach mogłoby mnie znudzić pasywne oglądanie i zacząłbym molestować Francuzów rozmową (po angielsku! Niczym jakiś Celtycki Oprawca!) albo podrywać Francuzki. Nota bene Francuzki typem urody bardzo przypominają Polki. Ciekawe czy to naszych przodków tak ostro wyruchały wojska Napoleona w drodze na Moskwę czy to może Mickiewicz, Szopen (ostatnio bardzo popularny za sprawą pewnego komiksu) i reszta Wielkiej Emigracji tak dobrze pracowali na obczyźnie.

Na koniec jeszcze link do wyników festiwalowego konkursu (tu w postaci .png jakby coś zmienili w matriksie i np. przygotowali stronę do przyszłorocznego festiwalu).

Warto zwrócić uwagę na nagrodę dla "Pluto" Naoki Urasawy i nominowane "Le Chenille" Suehiro Maruo na podstawie opowiadania Edogawy Ranpo ("Immomushi" w oryginale, film "Kyatapira"/"Catterpillar" na podstawie komiksu był pokazywany na zeszłorocznym festiwalu filmowym w Berlinie).

Zdjęcia (lepsze niż zazwyczaj):
Zdjęcia z Angouleme,
zdjęcia z Paryża.

18 lutego 2011

Liceum Żywych Trupów - Highschool of the Dead - recenzja/zapowiedź

Wydawnictwo Waneko właśnie ogłosiło, że wyda mangę "Highschool of the Dead". Pierwszy tom ma pojawić się na przełomie kwietnia i maja. Znalazłem moją bardzo starą recenzję. tego tytułu Została napisana 3 lata temu gdy seria miała 2,5 tomu i jeszcze nie doczekała się animowanej adaptacji z ogromnym budżetem przeznaczonym głównie na animacje cycków zmagających się z grawitacją w trakcie gdy bohaterki biegają. Dokonałem jedynie bardzo drobnego liftingu. Obecnie manga ma 6 tomów. Przejrzałem jeszcze raz pierwsze kilka rozdziałów i wydaje mi się, że mój opis może się okazać lekko krzywdzący bo w przeciwieństwie do animowanej adaptacji wątki majtkowe (nie licząc tomu drugiego) są raczej stonowane. W każdym razie wg mnie warto się z serią zapoznać.


Już sam tytuł powinien podsunąć potencjalnemu czytelnikowi sporo informacji o zawartości mangi autorstwa Daisuke i Shouji Sato (odpowiednio: scenarzysta i rysownik). Otóż, przed jedną z Tokijskich szkół średnich pojawia się tajemniczy nieznajomy, który nie mogąc przedostać się na terytorium gryzie jednego z nauczycieli zarażając go zarazą zmieniającą ludzi w potwory. Okazuje się, że zaraza rozprzestrzenia się niesamowicie szybko i wystarczy drobna rana zadana przez zombie aby do nich dołączyć, dlatego jak wkrótce dowiadujemy się cały świat zostaje zmuszonye stawić czoła nieumarłym. Sama manga koncentruje się głównie na grupce pięciu uczniów i pracowników szkoły (pielęgniarka i jeden z niezbyt lubianych nauczycieli). Dzięki wytrwałości i prymitywnym broniom znalezionym w szkole (kije bejsbolowe, boken) lub skonstruowanym przez jednego z bohaterów - Koutę Hirano*, który ma świra na punkcie militariów (m.in. przenośny karabin na gwoździe) udaje im się uciec w bezpieczniejsze miejsce. Oczywiście pierwszą rzeczą jaką może zrobić żeńska część grupy po zabarykadowaniu się w jednym z pobliskich domów jest gorąca kąpiel wspomagana znaczną ilością sake, która prowadzi do prawdziwego festiwalu ujęć rodem z taniego pornola. Fani tego typu przygód nie powinni być zawiedzeni. Pod względem ilości tego typu uciech nie jest to może "Aika" czy "Ikkitousen" (znane też jako "Battle Vixens"), ale na brak ujęć z ciekawych kątów (perspektywa żaby+krótkie spódniczki) i prezentacji wdzięków bohaterek nie można narzekać. Niecałe trzy tomy, które czytałem koncentrują się głównie na panienkach i rozwałce zombie, które przeszkadzają głównym bohaterom w rozbieraniu się. Okazjonalnie pomiędzy seks i przemoc udaje się wcisnąć odrobinę rozterek moralnych bohaterów i przemyśleń na temat zachowania ludzi po "inwazji" zombie. Nie kolidują one jednak z czystą, odmóżdżającą rozrywką jaką oferuje nam ta pozycja. Jeżeli chcecie poczytać dobry komiks o zombie, który koncentruje się głównie na reakcji ocalałych na chaos, relacji pomiędzy nimi i próbach odnalezienia się w obliczu kryzysu polecam świetne "Walking Dead" ("Żywe Trupy"**) Roberta Kirkmana, oparte na bardzo podobnych założeniach co manga. Jeśli szukacie niezbyt wymagającej lektury (i lubicie tego typu pozycje trochę śmierdzące kiczem i kinem klasy B), polecam High School of the Dead.

*który z imienia i wyglądu przypomina pewnego popularnego mangakę.
** 12 tomów zostało wydane na polskim rynku przez wydawnictwo Taurus (13 już wkrótce)

Kilka przykładowych stron:






8 kwietnia 2010

Eisner Awards 2010

Ogłoszono nominacje do tegorocznych nagród Eisnera. Pełna lista nominacji na EMPL. Miałem się szerzej rozpisać na temat nominacji tam, ale tematyka strony trochę mnie ogranicza. Tutaj ten problem nie istnieje.

Jak już wspomniałem bardzo cieszą nominacje dla tak wielu mang. Trochę szkoda, że połowa znajduje się w jednej kategorii (Najlepsze amerykańskie wydanie zagranicznego materiału - Azja)gdzie dojdzie do bratobójczej walki pomiędzy wieloma świetnymi komiksami i gdzie naprawdę trudno wskazać zwycięzcę. Oto nominowani:
  • "The Color Trilogy", Kim Dong Haw (First Second),
  • "A Distant Neighborhood" Vols. 1-2, by Jiro Taniguchi (Fanfare/Ponent Mon),
  • "A Drifting Life", Yoshihiro Tatsumi (Drawn & Quarterly),
  • "Oishinbo a la Carte", written by Tetsu Kariya and illustrated by Akira Hanasaki (VIZ Media),
  • "Pluto: Urasawa X Tezuka", Naoki Urasawa and Takashi Nagasaki (VIZ Media),
  • "Naoki Urasawa’s 20th Century Boys", Naoki Urasawa (VIZ Media).
Nie dane mi się było zapoznać z manwhą Kim Donga Hawa, ani "Oishinbo", więc nie mogę o nich wiele powiedzieć. Może poza tym, że "Oishinbo" to bardzo popularna manga o jedzeniu. Magdalena Tomaszewska-Bolałek pisze o niej trochę szerzej w Kulturze Liberalnej. "A Distant Neighbourhood" właśnie ukazało się u nas dzięki wydawnictwu Hanami w jednym tomie pt. "Odległa Dzielnica". Moim skromnym zdaniem jest to najlepsza manga wydana przez Hanami i jedna z lepszych wydanych w Polsce w ogóle. Na razie będziecie mi musieli uwierzyć na słowo. Szerzej o niej napiszę w recenzji, która powinna się tu pojawić w przeciągu kilku dni. O "A Drifting Life" pisałem na Evil Mandze jakiś trylion razy. To wielka (dosłownie! - ma ponad 800 stron) autobiografia autora, który był jednym z pionierów mangi dla dorosłych. Nie jest to pozycja dla wszystkich, ale każdy którego zainteresowania wykraczają poza samo czytanie mangi , a zmierzają w kierunku komiksu jako medium czy dziedziny sztuki powinien się nią zainteresować. Mnie wciągnęła niesamowicie. Naoki Urasawa, którego dwie pozycje są nominowane w tej kategorii (a w całym plebiscycie ma aż 5 nominacji) jest wg mnie najlepszym tworzącym obecnie mangaką. W "Pluto" opowiada na nowo historię pt "Najlepszy robot na ziemi", której autorem jest Osamu Tezuka i która jest krótkim epizodem w "Astro Boyu". Urasawa potrafił z tej dość prostej opowiastki o bardzo złym robocie zabijającym inne roboty zrobić wielowątkowy komiks zarówno trzymający w napięciu jak i chwytający za serce. "20th Century Boys" opowiada o grupce przyjaciół. Śledzi ich losy od dzieciństwa, aż po starość, a tłem opowieści jest rozpowszechnianie się tajemniczego kultu "Przyjaciela", który zdaje się dość poważnie czerpać z dziecięcych zabaw bohaterów. Najbliższe skojarzenie z polskiego rynku to "Death Note" "na sterydach", ale bardziej realistyczny i pozbawiony akcji w stylu "wiedziałem, że wiesz, że tak zrobię wiec tak zrobiłem, ale jednocześnie zrobiłem jeszcze inaczej, czego na pewno nie przewidziałeś, a nawet jeśli to przewidziałeś i próbowałeś zapobiec to zrobię tak i wtedy wygram". Urasawa zresztą specjalizuje się w wielowątkowych opowieściach otoczonych aurą tajemnicy (poza nominowanymi warto się zapoznać z wcześniejszym "Monsterem"). Chociaż wszystkie pozycje z tej kategorii zasługują na uwagę to jednak "Pluto" albo "20th Century Boys" mają wg mnie odrobinę większe szanse na zwycięstwo.

Większość pozostałych nominacji mangowych została zgarnięta przez "A Drifting Life", "Odległą dzielnicę" i Urasawę. "20th Century Boys" w kategorii "Najlepsza trwająca seria" ma bardzo silnych przeciwników: "Żywe Trupy" ( wydanie PL - Taurus Media), bardzo chwalone "Irredemable" z Boom Studios czy świetne "Baśnie" (Egmont). "Pluto" w Best Limited Series/Story Arc pewnie przegra z "The Blackest Night", które wg mnie jest dużo lepsze niż tegoroczne eventy Marvela i samo w sobie jest świetną lekturą. Chociaż może to wynikać z tego, że czytam głównie Marvela, więc mogę cierpieć na przesyt przygodami Spider-mana czy X-men. Chociaż kto wie co jury siedzi w głowie. Wszystko okaże się na Comiconie w San Diego w lipcu gdzie ogłoszeni zostaną zwycięzcy.

Z niemangowych publikacji będę na pewno trzymał kciuki za "Beasts of Burden" Evana Dorkina i Jill Thompson. Czytałem tylko jeden zeszyt, ale sam koncept zwierząt domowych rozprawiających się ze złymi mocami rozłożył mnie na łopatki. Czekam na wydanie zbiorcze. W kategorii 'teen' jestem rozdarty bo z jednej strony jest "Beasts of burden", a z drugiej wzruszające "I kill giants" Joe Kelly'ego i Kena Nimury o nastolatce zmagającej się z "olbrzymami", zarówno prawdziwymi jak i wyimaginowanymi. W kategorii komedia na pewno "Scott Pilgrim", który już niedługo ukaże się w Polsce dzięki Kulturze Gniewu i który doczekał się filmowej adaptacji (trailer). Każdy miłośnik realistycznego rysunku i klasycznego komiksu przygodowego (gdzie mężczyźni są męscy, kobiety piękne, a wrogowie mają monokle i wąsik) powinien się również zainteresować zbiorczym wydaniem "Rocketeer" Dave'a Stevensa. Zazwyczaj jestem przeciwny kolorowaniem czegoś co świetnie wygląda w czerni i bieli, ale w tym przypadku kolory Laury Martin są mistrzowskie (stąd zapewnie nominacja dla najlepszej kolorystki... duh). Mistrzowskie jest również wydanie w twardej oprawie ze slipcasem i ogromem dodatków. Egmoncie patrz i ucz się. Ostatnim nominowanym wydawnictwem na które chciałbym zwrócić waszą uwagę jest książka "Art of Osamu Tezuka". Tezuka może nie był jakoś nadzwyczajnie utalentowanym rysownikiem, więc graficznych fajerwerków nie ma w tej książce zbyt wiele, ale jest ona świetnym przeglądem przez twórczość mistrza od wczesnych prac kierowanych głównie do dzieci, poprzez animacje aż po jego dojrzalsze pozycje. Poza sporą dozą ilustracji w albumie znajduje się również dużo informacji na temat życia i twórczości. Kolejnym świetnym dodatkiem jest DVD z dokumentem o Tezuce. Dla kogoś zainteresowanego historią i rozwojem komiksu w Japonii kolejny "must-have". Przez nominacje przewija się też kilka pozycji bardzo chwalonych na krajowych i zagranicznych blogach: "Asterios Polyp", "Monsters", "Stiches", "Book of Genesis", "Opowieści Hrabstwa Essex" (wydanie PL - Timof). Zresztą w większości wypadków nominacje nie są przypadkowe. Myślę, że pozostaje tylko je przejrzeć, rozeznać się co was najbardziej interesuję, a potem złapać za kartę kredytową i kupić wszystko. Że potem braknie na jedzenie... Jedzenie jest przereklamowane. Poza tym lato zbliża się coraz bardziej. Trzeba złapać formę, żeby móc pokazać się w bikini na plaży.

W tekście sporo linków do przykładowych plansz itp. żeby każdy mógł sobie obejrzeć i zobaczyć więcej niż mogą dostarczyć moje lakoniczne opisy. Gdyby ten blog był bogatszy w recenzje to moglibyście sobie poczytać o tych komiksach tutaj. Zanim liczba recenzji wzrośnie pozostaje mi linkować innych.

12 marca 2010

Newsy ze świata mango #1

evil.manga.pl chwilowo działa wolniej niż ślimak na żółwiu idącym w przeciwnym kierunku, więc newsy będą tutaj. Jakby ktoś nie wiedział to informuję, że EMPL zajmuje się głównie japońskim komiksem dla dorosłych i japońskim komiksem zdrowo popierdolonym.

FANTAGRAPHICS będzie wydawać mangi. Kilka dni temu Matt Thorn powiadomił świat o zakończeniu czteroletnich negocjacji z wydawnictwem Shogakukan. Owocem tego będą nowe mangi na rynku amerykańskim. Pierwsza pozycjapojawi się na rynku w październiku tego roku. Na pierwszy ogień pójdzie Drunken Dream, antologia prac Moto Hagio - pionierki shoujo (komiksu dla dziewcząt). Tomik będzie zawierał opowieści z lat 1971-2007 czyli dostajemy przegląd sporego okresu twórczości autorki.

W grudniu pojawi się pierwszy tom Wandering Son Shimury Takako dotykający tematyki transseksualizmu. Bohaterami jest dwójka przyjaciół z piątej klasy, którzy poza typowymi problemami związanymi z dorastaniem mają problemy z określeniem swej tożsamości. Schuichi jest chłopcem chcącym zostać dziewczynką, a Yoshino na odwrót.
Mnie osobiście oba tytuły średnio interesują, ale skoro Fantagraphics zdecydowało się je wydać nie powinny być słabe, a już na pewno nie będą sztampowe i nudne.
Tutaj oficjalny news od wydawnictwa.
Tutaj mniej, zawiera reakcje amerykańskich blogerów i serwisów mangowych (w większości pozytywne).
Jeszcze sporych rozmiarów wywiad z Moto Hagio przeprowadzony przez Matta Thorna.

Najnowszy tom One Piece wydrukowano w nakładzie 3 milionów egzemplarzy. To największy nakład pierwszej edycji komiksu w Japonii. Poprzedni rekord - 2,85 mln należał do poprzedniego tomu One Piece. W pierwszym tygodniu sprzedaży sprzedano niecałe 1,7 miliona egzemplarzy przygód Luffy'ego i jego wesołej, pirackiej załogi. Reszta rankingu najlepiej sprzedających się mang zeszłego tygodnia na ANN. Cieszy dobra sprzedaż JJBA: Steel Bal Run (miejsce 6) i 11 czternastego tomu MPD Psycho znakomitego horroru, który w USA wydaje Darkhorse. Ultimo Stana Lee dopiero na miejscu 23. z "marnymi" 37 tysiącami sprzedanych egzemplarzy.


Nominacje do tegorocznych nagród Tezuki. Naprawdę chciałbym napisać więcej, ale nie znam żadnej z tych pozycji. Przypomnę tylko, że w zeszłym roku wygrało kilka naprawdę dobrych komiksów. 3/4 nagrodzonych jest/będzie do kupienia w USA.
  • Grand Prix: Fumi Yoshinaga - Ōoku: The Inner Chambers - Wizja feudalnej Japonii w której większość mężczyzn wyginęła co doprowadziło do odwrócenia ról w społeczeństwie. Wyd. USA Viz.
  • Grand Prix: Yoshihiro Tatsumi - Gekiga Hyōryū (A Drifting Life) - epicka autobiograficzna opowieść Tatsumiego pokazujaca początki mangi dla dorosłych w Japonii. Wyd. USA - Drawn&Quarterly.
  • Krótka forma: Hikaru Nakamura - Saint Oniisan (Młodzi święci) - Młodzi Budda i Jezus wynajmują razem mieszkanie. Czy muszę pisać więcej? To niestety jedyna pozycja niedostępna po angielsku.
  • New Artist Prize : Suehiro Maruo - Panorama-tō Kitan (Strange Tale of the Panorama Island) - Komiks jednego z naszych ulubieńców. Jest to adaptacja powieści Edogawy Ranpo. Główny bohater to niespełniony pisarz s-f, któy odkrywa niesamowite podobieństwo do zmarłego dawnego kolegi z klasy,dziedzica bogatej rodziny. Pisarz pozoruje własną śmierć, podmienia zwłoki w grobie kolegi i daje się znaleźć na plaży pozorując utratę pamięci. To pozwala mu zająć miejsce "nieboszczyka" i wykorzystać jego pieniądze i władzę do budowy fantastycznej wyspy. Na jesieni zostanie wydane nakładem Last Gasp. Poniżej okładka.


Drugi tom Solanin już można kupić. Odległa dzielnica jeśli wierzyć sklepowi Gildii powinna być dostępna za półtora tygodnia. Wszystko od Hanami.


I tyle na dzisiaj. ROBOTI - fajne rosyjskie elektro jako bonus.

17 lutego 2010

Przegląd mang z SigIKKI.com

Rynek mangowy w USA jest coraz ciekawszy. Większość popularniejszych tytułów dla młodzieży doczekało lub wkrótce doczeka się publikacji po angielsku. Miłośnicy ciekawszych pozycji również nie mogą narzekać na brak komiksów dla siebie. Zeszły rok był wg mnie rewelacyjny. Bardzo krótkie podsumowanie tego na co warto zwrócić uwagę napisałem (czy raczej przepisałem) na EMPL. Oprócz mang wydanych na papierze bardzo interesującym pomysłem jest przedsięwzięcie Viz Media i japońskiego magazynu IKKI. Można się z nim zapoznać pod adresem sigIKKI.com. Projekt zakłada, że na wspomnianej stronie będą co jakiś czas publikowane kolejne odcinki kilku serii, które pierwotnie ukazały się we wspomnianym magazynie. Gdy w Internecie zbierze się cały tomik (kilka odcinków) manga będzie publikowana w formie papierowej. Nie jestem pewien czy do tyczy to wszystkich komiksów gdyż niektóre to zaledwie kilkustronicowe gagi na które zapotrzebowanie w papierowej wersji wydaje się być minimalne. Więcej o magazynie możecie się dowiedzieć na stronie sigIKKI.com oraz z mojego dawnego newsa z EMPL. Wspomniana w nim blokada regionalna już nie działa, więc nie trzeba bawić się w obchodzenie zabezpieczeń żeby poczytać. Oprócz komiksów na sigIKKI jest też sporo wywiadów z twórcami, redaktorami i innych bonusowych materiałów. Poniżej moje wrażenia po lekturze serii dostępnych na stronie.

Afterschool Charisma (Kumiko Suekane) - bohaterami są klony wielkich postaci historycznych - Mozarta, królowej Elżbiety I, Florence Nightingale, Napoleona, Freuda i wielu innych. Klony uczą się w specjalnej, prywatnej szkole aby w przyszłości osiągnąć jeszcze więcej niż ich "oryginały". Razem z nimi do szkoły uczęszcza Shiro, który nie jest klonem tylko dzieckiem jednego z nauczycieli. Z początku bałem się, że ciekawy pomysł zostanie zmarnowany na kolejną romantyczną komedię o życiu nastolatków. Wrażenie potęgowała kreska przywodząca na myśl raczej pozycja dla dziewcząt. Po kilku odcinkach okazuje się, że fabuła zmierza w mroczniejsze rejony bo nie wszystkim podoba się idea klonowania. Mnie się podoba.

Bob & his funky crew (Puncho Kondou)- humorystyczna manga o baseballu, o której na razie niewiele można powiedzieć bo dostępna jest jedynie pierwsza część. Głównym bohaterem jest Bob, doświadczony pałkarz, który nie biega, nie gra w polu i nie umie grać pod presją. Jego kumple to podobni mu nieudacznicy. Youngman jest znany głównie z wszczynania bójek. Jo z drobnych trików i przekrętów, a Jack jest miotaczem o gołębim sercu, który rzuca piłkę jedynie na dwa sposoby. Gdy do ich drużyny - L.A. Earthquakes, którym nie wiedzie się najlepiej zapukał trener cudotwórca, który sezon wcześniej doprowadził nieznaną drużynę do mistrzostwa menadżer nie zastanawiając się długo w ramach transakcji wiązanej oddaje ich drużynie zeszłorocznego mistrza - Bulldog City Bullies. Czy razem z nią uda się bohaterom powtórzyć zeszłoroczny sukces?

Bokurano: ours (Mohiro Kitou) - Piętnastka dzieci w trakcie wakacyjnych zabaw znajduje jaskinę, a głęboko w niej tajemniczego jegomościa o imieniu Kokopelli, który proponuje im udział w grze. Gra polega na kontrolowaniu wielkiego robota, który ma strzec Ziemi przed najeźdźcami. Dość szybko okazuje się, że gra jest dość rzeczywista, a przy jej okazji autor przedstawia nam sporo przemyśleń na temat życia, ludzkiej natury czy patologii i problemów trapiących japońskie społeczeństwo. Mocna rzecz. Pierwszy tom z 11 już można kupić, wiec jeśli chcecie się zapoznać z nim on-line trzeba się pospieszyć gdyż po papierowej publikacji na stronie pozostaje tylko po jednym odcinku ze starszych tomów.

Children of the sea (Daisuke Igarashi) - główną bohaterką jest Ruka, dziewczynka ze względu na swój charakter nie do końca lubiana i akceptowana przez rówieśników. W pewnym momencie w jej życiu pojawia się tajemniczy chłopiec o imieniu Umi, który najwyraźniej ma coś wspólnego z morzem, zwierzętami w nim żyjacymi i różnymi dziwnymi wydarzeniami, które się w nim dzieją. Podobnie tajemniczy jest Sora i inne podobne im dzieci, które bohaterowie mangi spotykali w trakcie swojego życia. Wydano już dwa tomy, a krótka historia Daisuke Igarashi ukazała się w wydanej u nas antologii "Japonia". Kolejna seria warta poznania.

Dorohedoro (Hayashida Q) - na Dorohedoro wpadłem długo zanim strona wystartowała i ta seria od razu wpadła mi w oko. Bohaterem jest cierpiący na amnezję człowiek o głowie krokodyla zwany Kaimanem, który poszukuje magika, który tak go urządził. Wraz z Mikado, która go znalazła polują na magików w "Dziurze", która jest czymś w rodzaju slumsów tego wielowymiarowego świata. To naprawdę fajna mieszanka horroru, science-fiction i fantasy. Chyba moja ulubiona manga na stronie.

House of the five leaves (Natsume Ono) -Akitsu Masanosuke jest spokojnym i naiwnym roninem. Przez to nie może za bardzo znaleźć pracy jako ochroniarz, pomimo wysokich umiejętności. W desperacji przyjmuje pracę od charyzmatycznego Yaichiego, który okazuje się być szefem tytułowego Gangu Pięciu Liści. Roninowi niezbyt podoba się to czym zajmuje się grupa. Nieświadomie coraz bardziej zagłębia się w jej szeregi. Chociaż zupełnie nie podoba mi się styl rysowania Natsume Ono tutaj wydaje się pasować jak ulał. Dom Pięciu Liści jest według mnie dużo lepszą mangą niż opublikowane u nas Ristorante Paradiso tej autorki.

I am a turtle (Temari Tamura) - pasek komiksowy (w Japonii zwane również yonkoma) pisany z perspektywy żółwia. Narrator gdy był małym żółwiątkiem został przemycony do Japonii i prowadzi tam spokojny żywot w tradycyjnym japońskim domu. Jego Właścicielem jest młody człowiek, który odziedziczył plantację herbaty. Żółw jest uroczy i błyskotliwy. Opowiada o swoim codziennym życiu z humorem. Na papierze raczej kariery nie zrobi, ale w przerwie pomiędzy ciekawszymi publikacjami można poświecić kilka minut.

I'll give my all... tomorrow (Shunju Aono) - to jest manga o mnie. Nie mam wprawdzie 40 lat, córki (nie licząc takiej jednej w Warszawie; to długa historia...), nie mieszkam z nią i ojcem w Japonii ledwo wiążąc koniec z końcem dzięki jakiejś gównianej robocie, ale ze względu na charakter i problemy życiowe Shizuo jest bliski memu sercu. Bohater w pewnym momencie decyduje, że chciałby zostać autorem komiksów. Stara się podążać w tym kierunku, ale jego największym przeciwnikiem jest on sam i jego lenistwo. W kolejnych odcinkach obserwujemy jak zmaga się sam ze sobą oraz próbuje pogodzić swoje nowe marzenie z prozą codziennego życia. Nie wiem czy wam się spodoba, zwłaszcza, że kreska nie jest rewelacyjna, ale ja już zamówiłem pierwszy tom w przedsprzedaży.

Kingyo used books (Seimu Yoshizaki) - tematem tej mangi są komiksy. Komiksy, które najróżniejsi ludzie kupują w antykwariacie "Złota Rybka". Dla jednych są wspomnieniem z dzieciństwa, dla innych inspiracją, a jeszcze inni znajdują w nich sens życia. Różne postaci przewijają się przez tą serię i wszystkich łączy sympatia do komiksu. Czasami przesadna, a czasami na chwilę zapomniana. Napełnia pozytywną energią i po lekturze mam ochotę złapać za kolejny komiks i czytać, czytać, czytać...

not simple (Natsume Ono) - na pewno nie jest prosto załapać o co w tym komiksie chodzi. Trzymajcie się mocno. Mamy Iana, chłopaka, który wyrusza w daleką podróż wiodącą z Australii przez Wielką Brytanię po USA aby spotkać się z siostrą, która może być jego matką. Po drodze wpada na kobietę, która mu pomaga i z którą umawia się na powtórne spotkanie za trzy lata. Ian stawia się i spotyka inną Irene, która pomaga mu w podobny sposób i okazuje się być spokrewniona z dziewczyna sprzed lat. Irene ma odrobinę nadopiekuńczego ojca, który chyba jest gangsterem i chłopcy, którzy się z nią próbują spotkać nie mają łatwego życia. Obrazu całości dopełnia przyjaciel Iana. Jim jest pisarzem i opisuje historię kolegi. To nie wszystko co autorka spakowała na 40 stronach pierwszego odcinka. Skomplikowane to wszystko. Jeśli zacznie się rozjaśniać w kolejnych odcinkach, całość może być interesująca.

Saturn Apartments (Hisae Iwaoka) - Ziemia została rezerwatem, a cała ludzkość zamieszkuje w tytułowej strukturze, która niczym pierścienie Saturna oplata Ziemię na wysokości 35 tysięcy metrów. Apartamenty dzielą się na trzy strefy zamieszkiwane według stanu posiadania. Mitsu to porządny chłopak wywodzący się z biedoty. Mieszka na jednym z niższych poziomów i jest czyścicielem okien. To bardzo niebezpieczna praca o czym bohater wie aż nazbyt dobrze. Jego ojciec zginął w trakcie jej wykonywania. Pomimo tego Mitsu postanowił zająć się tym samym. Podczas gdy chłopak wprawia sie w zawodzie nam dane jest obserwować życie mieszkańców tego ogromnego kompleksu. Bardzo sympatyczna  manga, chociaż wydaje się mieć też swoje mroczne strony. Również ląduje na liście zakupów.

Tokyo flow chart (Eiji Miruno) -Widziałem już różne dziwne patenty jeśli chodzi o formę komiksów i ten również zdecydowanie nie należy do konwencjonalnych rozwiązań. TFC to krótkie komiksy w formie schematów blokowych. Każdy pasek można czytać kilkukrotnie w zależności od wybranej ścieżki. Większość z nich prowadzi do zabawnego finału, inne służą przekazaniu dodatkowych informacji na temat bohaterów czy sytuacji, a jeszcze inne przedstawiają sytuację w zupełnie innym świetle.Wydaje mi się, że spodobałoby się Scottowi Mcloudowi, który lubi takie eksperymenty. Mnie taka forma średnio przypadła do gustu, a i same żarty nie zawsze mnie śmieszą.

What's the answer? (Tondabayashi) - Kolejna seria humorystyczna. Każdy odcinek zaczyna się od pytania na które autor odpowiada na kolejnych stronach. Zazwyczaj odpowiedzi jest kilka i każda jest bardziej zakręcona od poprzedniej. Nie jest to może stopień pokręcenia jak u Shintaro Kago, który nawet najprostszy koncept potrafi doprowadzić do wyjątkowo groteskowego finału, ale wydaje się mieć potencjał. Na razie dostępny jest jeden krótki odcinek. Zobaczymy co będzie dalej.

Chociaż za wcześnie żeby mówić o sukcesie czy porażce przedsięwzięcia bo dopiero kilka tytułów doczekało się wersji papierowej, wydaje mi się, że to krok w dobrą stronę. Projekt nadąża za postępem technicznym i jednocześnie rzuca wyzwanie nielegalnym amatorskim tłumaczeniom dostępnym w sieci. Trzymam kciuki za powodzenie i sam dołożę swoją cegiełkę kupując kilka tomików (na pewno Dorohedoro, Saturn Apartments, I'll do my best... tomorrow).